Nie każda historia miłości biegnie zgodnie z planem. Czasami życie pisze własny scenariusz. Dla Cyntii i Dawida tym scenariuszem był czas niepewności. Ich wymarzony dzień miał nadejść znacznie wcześniej, jednak pandemia COVID-19 kilka razy zmusiła ich do przełożenia ślubu. Każda kolejna zmiana oznaczała nowe decyzje, nowe emocje i kolejne miesiące oczekiwania. Łatwo w takich chwilach stracić entuzjazm. Oni jednak nie stracili tego, co było najważniejsze. Miłości. Kiedy w końcu nadszedł dzień, na który czekali tak długo, miałem wrażenie, że fotografuję nie tylko ślub, ale również zakończenie trudnego rozdziału i początek nowego życia. Od pierwszych chwil towarzyszyła nam dobra energia. Mimo wszystkich przeciwności losu na ich twarzach nie było rozczarowania ani zmęczenia długim oczekiwaniem. Była radość, wdzięczność i świadomość, że wreszcie są dokładnie tam, gdzie zawsze chcieli być. To właśnie takie historie przypominają mi, dlaczego kocham fotografię. Nie dlatego, że mogę tworzyć piękne kadry. Dlatego, że mogę zatrzymać momenty, na które ktoś czekał miesiącami, a czasem nawet latami. Podczas reportażu nie musiałem szukać emocji. One były wszędzie. W spojrzeniach. W uściskach. W śmiechu. W każdym geście, który mówił: „Udało się. W końcu jesteśmy tutaj.” Mam ogromną nadzieję, że kiedy za wiele lat Cyntia i Dawid ponownie otworzą ten reportaż, nie przypomną sobie trudnych miesięcy pełnych zmian terminów. Zobaczą dzień, w którym wszystko wreszcie znalazło swoje miejsce. Dzień, który udowodnił, że na najpiękniejsze chwile czasami warto po prostu cierpliwie poczekać. Bo niektórych historii nie da się napisać od razu. Trzeba pozwolić im dojrzeć. A kiedy w końcu nadejdzie właściwy moment... warto mieć przy sobie kogoś, kto zapisze go światłem na całe życie.