Nie każda historia zaczyna się od długich rozmów i wspólnego planowania. Czasami spotykamy się po raz pierwszy dopiero w dniu ślubu. Tak było z Pauliną i Michałem. Poznaliśmy się dzięki portalowi usługowemu i dopiero tego dnia miałem okazję stać się częścią ich historii. Na początku towarzyszyła im naturalna nieśmiałość. Emocje, stres i ogrom wydarzeń sprawiały, że więcej było skupienia niż spontaniczności. To zupełnie normalne – przecież nie każdy czuje się swobodnie przed obiektywem. I właśnie w takich momentach zaczyna się moja praca. Nie polega ona wyłącznie na robieniu zdjęć. Polega na stworzeniu atmosfery, w której para może choć na chwilę zapomnieć o aparacie. Nie zawsze potrzeba wielu słów. Czasem wystarczy spokój, cierpliwość i obecność. Z każdą kolejną godziną napięcie powoli ustępowało miejsca uśmiechom, a reportaż zaczął opowiadać nie o pozowaniu, lecz o ludziach, którzy przeżywali jeden z najważniejszych dni swojego życia. To właśnie lubię w fotografii ślubnej najbardziej. Każdy ślub jest inny. Każda para przeżywa go na swój sposób. Moim zadaniem nie jest zmieniać ludzi. Moim zadaniem jest pokazać ich takimi, jakimi są naprawdę. Bo za wiele lat nie będzie miało znaczenia, czy ktoś czuł się pewnie przed obiektywem. Znaczenie będzie miało jedno. Że fotografie pozwolą wrócić do dnia, którego nie da się już przeżyć drugi raz. I właśnie dlatego powstał ten reportaż. Nie po to, by stworzyć idealne obrazy. Ale po to, by zachować prawdziwe wspomnienia.