Monika i Mateusz
Niektórych ludzi poznaje się zaledwie na chwilę, a mimo to ma się wrażenie, jakby znało się ich od lat. Tacy właśnie są Monika i Mateusz. Spokojni, uśmiechnięci i niezwykle naturalni. Bez zbędnego pośpiechu, bez udawania i bez potrzeby tworzenia czegoś na pokaz. W ich spojrzeniach było wszystko to, czego jako fotograf szukam najbardziej – zaufanie, czułość i prawdziwe emocje. Ich dzień nie był wyścigiem o idealny scenariusz. Był opowieścią o dwojgu ludziach, którzy po prostu chcieli być razem. Podczas sesji nie musiałem mówić zbyt wiele. Wystarczyło stworzyć przestrzeń, a cała reszta wydarzała się sama. Uśmiechy pojawiały się naturalnie, spojrzenia mówiły więcej niż słowa, a każdy kolejny kadr był efektem ich relacji, nie moich poleceń. Uwielbiam fotografować właśnie takie chwile. Te pomiędzy. Moment, kiedy wyciągają do siebie dłonie. Kiedy zapominają o aparacie. Kiedy przez krótką chwilę istnieją tylko oni. Bo właśnie wtedy powstają fotografie, do których wraca się po latach. Nie po to, aby zobaczyć, jak wyglądała sala, dekoracje czy garnitur. Ale po to, aby jeszcze raz poczuć dokładnie to samo, co wydarzyło się tego dnia. Monika i Mateusz zostawili po sobie nie tylko piękne kadry. Zostawili historię, którą miałem zaszczyt zatrzymać na zawsze.