Niektóre historie zaczynają się od wielkich słów. Ich historia zaczynała się od spojrzeń. Od tych krótkich chwil, w których nie trzeba nic mówić, bo wszystko jest już zrozumiałe. Patrząc na Izabelę i Kamila, miałem wrażenie, że świat wokół nich co chwilę zwalniał. W dniu ślubu było wiele emocji, uśmiechów i wzruszeń, ale najpiękniejsze momenty wydarzały się pomiędzy nimi – wtedy, gdy na chwilę zapominali o wszystkich dookoła. Właśnie takich chwil szukam jako fotograf. Nie tych zaplanowanych. Nie tych wyreżyserowanych. Tylko prawdziwych. Takich, które pojawiają się na ułamek sekundy i znikają, zanim większość osób zdąży je zauważyć. Ich reportaż nie opowiada wyłącznie o ceremonii i weselu. Opowiada o bliskości. O zaufaniu. O radości dzielonej z rodziną i przyjaciółmi. O drobnych gestach, które z czasem stają się najcenniejszymi wspomnieniami. Najbardziej lubię moment, w którym para przestaje zwracać uwagę na aparat. Nie dlatego, że przestaję fotografować. Wręcz przeciwnie. To właśnie wtedy powstają kadry, które po latach mają największą wartość. Bo nie pokazują tego, jak wyglądał dzień ślubu. Pokazują, jak się wtedy czuliście. Wierzę, że za wiele lat Izabela i Kamil otworzą tę galerię nie po to, by przypomnieć sobie dekoracje czy pogodę. Otworzą ją po to, aby jeszcze raz usłyszeć śmiech swoich bliskich. Zobaczyć spojrzenia pełne miłości. I na chwilę wrócić do dnia, który rozpoczął nowy rozdział ich wspólnego życia. Bo właśnie po to tworzę fotografie. Nie po to, by zatrzymać czas. Ale po to, by zawsze można było do niego wrócić.