Są pary, które od pierwszej chwili emanują spokojem. Nie dlatego, że w dniu ślubu nie towarzyszy im stres. Wręcz przeciwnie. Po prostu obok siebie odnajdują miejsce, w którym wszystko inne na chwilę przestaje mieć znaczenie. Tacy byli Natalia i Tomasz. Ich ślub nie opowiadał o perfekcyjnie zaplanowanym harmonogramie. Opowiadał o dwojgu ludziach, którzy z każdym kolejnym spojrzeniem upewniali się, że właśnie rozpoczynają najpiękniejszy rozdział swojego życia. Uwielbiam takie historie. Historie, w których nie trzeba szukać emocji. One są obecne od pierwszych przygotowań aż do ostatnich chwil wspólnego świętowania. Wystarczy tylko być uważnym. Nie szukam wyreżyserowanych scen. Nie proszę o sztuczne uśmiechy. Najbardziej cenię momenty, które dzieją się same. Delikatny uścisk dłoni. Spojrzenie pełne wzruszenia. Śmiech, którego nie da się zaplanować. To właśnie z takich chwil powstaje reportaż, który po latach ma największą wartość. Podczas fotografowania Natalii i Tomasza miałem poczucie, że jestem świadkiem czegoś bardzo osobistego. Nie tylko ceremonii czy wesela, ale relacji zbudowanej na zaufaniu, bliskości i wzajemnym spokoju. I właśnie takie emocje chciałem zachować. Nie tylko dla nich. Również dla ich przyszłości. Bo wierzę, że za dwadzieścia czy trzydzieści lat usiądą obok siebie, otworzą tę galerię i na chwilę znowu znajdą się dokładnie tamtego dnia. Usłyszą śmiech swoich bliskich. Przypomną sobie pierwsze spojrzenie po przysiędze. Poczują emocje, których nie da się zamknąć w słowach. Bo fotografia ślubna nie zatrzymuje czasu. Pozwala do niego wracać.